RELACJA

Pożegnanie ks. Jarka

29 czerwca 2001r. miało miejsce w naszym Środowisku bardzo ciekawe wydarzenie „żałobne”, które nie było takie ponure jak by się mogło wydawać, chociaż okoliczności – odejście ks. Jarka – były niezwykle smutne i przykre zarówno dla nas, jak i dla naszego Duszpasterza. (Dla informacji: ks. Jarosław Czerkawski został przeniesiony z naszej parafii do Lublina, na KUL, w celu poszerzania i tak już niezwykle szerokich horyzontów).

A BYŁO TO TAK...

Około godziny 20.00 spotkaliśmy się „na kopcu” w pobliżu lasu. Musieliśmy ucharakteryzować się na dzikie plemię. Harcerki robiły sobie naszyjniki z gałązek. Chłopcy malowali twarze sadzą, na czarno. W tym czasie ks. Jarosław przebywał jeszcze w domu. Dopiero o godzinie 21.00 miał otworzyć i przeczytać list od drużynowego (Łukasza Zdradzisza). W liście znajdowała się mapka. Za jej pomocą ks. Jarek miał dotrzeć do ogniska. My ukryliśmy się tak, aby Ksiądz nie mógł nas zauważyć. Kiedy przechodził obok, został zaatakowany przez harcerzy, którzy obwiązali go linami i prowadzili w miejsce, gdzie miała odbyć się rozprawa sądowa. Drogę oświetlały nam pochodnie, które dodawały prehistorycznego nastroju.

 

Gdy doszliśmy do miejsca stracenia, ks. Jarka przywiązano do drzewa i wysmarowano miodem. Wtedy sędzia, (czyli zastępowa zastępu Królik) zaczęła przedstawiać oskarżonemu zarzuty:

„ Oskarżonemu zarzuca się bestialski czyn ucieczki z Włoszczowy, czy Sąd Najwyższy [czyli plemię] uznaje oskarżonego winnym zarzucanych mu czynów?

PLEMIĘ: Winny! Winny!

SĘDZIA: Jaką karę wymierza Sąd Najwyższy?

PLEMIĘ: Śmierć!

SĘDZIA: Spalić go na stosie.”

W obronie ks. Jarka stanęła jednak Rada Plemienia, która postanowiła dać oskarżonemu ostatnią szansę pod warunkiem, że złoży przyrzeczenie. Oskarżony przystał na takie warunki i zaczął powtarzać za przedstawicielem Rady Plemienia: „Ja kapłan Boży, Jarosław Czerkawski...” Ksiądz Jarek przyrzekł m.in., że będzie się za nas modlił, i że NIGDY o nas nie zapomni.

Później zjedliśmy kiełbaski z ogniska, rozmawialiśmy, bawiliśmy się, śmialiśmy się, ale każdego chyba, gdzieś w sercu dusił smutek i żal, że już tak nigdy nie będzie. Trudno...