RELACJA Z OBOZU

Bieszczady - Chmiel
Zdjęcia z obozu

Po kilku godzinach jazdy wreszcie zobaczyłyśmy tablicę z nazwą miejscowości - Chmiel. To tu miałyśmy rozbijać nasze namioty.

Obóz przyszło nam stawiać w strugach deszczu. Mimo tego już po kilku godzinach wprowadziłyśmy się do namiotu i rozpoczęło się nasze dwutygodniowe, bliskie spotkanie z przyrodą. Wtedy jeszcze nie wiedziałyśmy co nas tutaj czeka...A atrakcji miało nie zabraknąć. Na szczęście na pogodę w następnych dniach nie można było narzekać.

Dzień rozpoczynał się o godzinie 7.30, do dzisiaj w uszach gra nam trąbka, która budziła nas codziennie rano (a czasem i w nocy), później gimnastyka i toaleta (prysznica nie było, ale harcerkom wystarczył nasz polski San). Do stałych części dnia należała jeszcze msza św. , ognisko i cisza nocna. Poza tym każdy kolejny dzień różnił się znacząco od poprzedniego.

Bardzo miło wspominamy grę harcerską (na której nie zajęłyśmy niestety I miejsca), nocną wyprawę przez rzekę po skradziony sztandar, ale najmilej - dwudniową wędrówkę.
Każdy zastęp, przed taką wyprawą, dostaje mapę i ma iść do określonej miejscowości (każdy zastęp do innej). Tam same szukamy noclegu i staramy dowiedzieć się jak najwięcej na temat historii tej miejscowości.

Nasz sześcioosobowy zastęp, wbrew pozorom nie miał trudności ze znalezieniem noclegu. Spałyśmy na strychu stodoły u bardzo sympatycznych ludzi. Z tej wędrówki zostało nam jeszcze w pamięci przepyszne, bieszczadzkie mleko, którego miałyśmy pod dostatkiem.
Po powrocie do obozowiska, zastępy wymieniały się wrażeniami

i doświadczeniami.

W przedostatnim dniu obozu zdobyłyśmy Tarnicę - najwyższy szczyt Bieszczad. Zajęło nam to pół dnia, ale kiedy wreszcie dotarłyśmy na szczyt i mogłyśmy podziwiać przepiękne górskie widoki, zmęczenie nie miało już dla nas większego znaczenia.

A następnego dnia trzeba już było wracać. Nikt się nie spostrzegł jak minęły dwa tygodnie. Do dzisiaj pamiętamy jeszcze liście w herbacie (jak na prawdziwy obóz harcerski przystało), muchy w zupie (którą same musiałyśmy sobie ugotować), apele poranne, apele wieczorne i wspaniałą atmosferę harcerskiego ogniska.

Nie możemy doczekać się następnego obozu.